Święta, święta i po świętach.
Boże Narodzenie. Jakoś tak dziwnie. Pusto. Smutno. Bez niej. Ale nie źle. Bo są jeszcze ludzie na tym świecie, których kocham. Dla których warto żyć.
Prezent dostałam. Od Niego. Zrobiło mi się najzwyczajniej w świecie głupio. Z pod swetra wystawała mu ta śliczna błękitna koszulka. Zadziornie się uśmiechnęłam. Spojrzałam na prezent, który trzymałam w ręku i próbowałam wymyślić coś, cokolwiek. Byle cos powiedzieć. Byle się nie ropłakać. Ładna koszulka - wypaliłam. W tym samym momencie ugryzłam się w język. Bo przecież ode mnie dostałeś tę koszulkę.
W domu ruch jak na lotnisku albo dworcu. Telefony się urywają, kartek mnóstwo, skrzynka odbiorcza w telefonie przeładowana wiadomościami o tej samej treści. Od wszystkich. Święta w gruncie rzeczy są super. Choć w gruncie rzeczy za dużo szumu wokół nich. Choć w gruncie rzeczy usmiecham się jak widzę pokornego tatę w kuchni który o dziwo pozwala sobą dyrygować. Przez te kilka dni. Bo to w końcu święta.