Podsumowanie

I nawet nie wiem kiedy minął mi ten 2005 rok. Niewątpliwie zdarzyło się wiele rzeczy, które odegrały i zapewne jeszcze odegrają ogromną role w moim życiu.
Zaczęło się pięknie. Zeszłoroczny sylwester moge zaliczyć napewno do jednych z lepszych w moim zyciu. Znajomi, Kochany chłopak, muzyka, super atmosfera- niczego mi wtedy nie trzeba było więcej. Myślałam sobie, że tak mogłoby byc juz zawsze. Styczeń przyniósł jeszcze wiele emocji. Coś co zapadnie na zawsze w pamięć. Studniówka- piękne sukienki, klasa, styl. I On, wciąż On, ten najważniejszy w moim zyciu, jedyny. Po styczniu przyszedł luty wraz z feriami zimowymi, walentykami, które nie były takie jakie bym chciała. Bo walentynki to w gruncie rzeczy beznadziejnie głupi dzień. Gdzieś na początku ferii zimowych pojawił się też Ktos, kto sprawiał wrażenie zakochanego. Zakochanego we mnie. Nie wiadomo jak a juz byl marzec. A ten ktoś wciąż byl, zapraszał mnie na koncerty, nagrywal mi plyty, kupował kwiaty. Lecz ja tak naprawde byłam zakochana w kim innym. Dziś żałuje, że nie dałam mu szansy. Bo z tego mogłoby wyjśc cos naprawde pieknego. Czas mijał niepostrzeżenie, a we mnie wciąz wizja zbliżających sie matur. Najpiew ustne i w ten sposób juz mamy kwiecień. Całkiem nieźle. Wyszłam obronna ręką. Jeszcze Twoje bierzmowanie, więc szukam prezentu dla Ciebie. W rece przez przypadek wpadła mi książka, która kiedys czytałam i która bardzo mi się podobała. Tak, to będzie najlepszy prezent dla Ciebie. Dni uciekały szybko, ja się uczyłam, On podtrzymywal mnie na duchu, wierzył we mnie. Wiedziałam że muszę być silna, wiedziałam, że musze dac radę. Dałam, matury minęły, czułam, że bedzie dobrze, że zdałam. Zbliżały sie wakacje, tak bardzo pragnełam Jego bliskości. Lecz On tak naprawde nie chciał nigdzie ze mną wyjechac. Powoli przestawał mnie kochać. Pojawiają się inne. Propozycja wyjazdu w góry i nasz związek legnie w gruzach, Doszczętnie. Poczatek lipca to koniec. Nie chce w to wierzyć. Taka wielka miłość i taki banalny koniec? Próbuje to uratować. Juz mi się wydaje że sie udało. Wakacje mijają szybko. W samotności. Nie jest mi dobrze. Tęsknie. A kiedy zbliża się koniec sierpnia i mam nadzieje, że teraz znowu będziemy mogli być razem, po krótkim czasie okazuje się że to tylko moje wydawanie mi się. To juz definitywny koniec. Choc ja wiem, że Cię kocham. Że nigdy nie przestanę Cie kochać. Poczatek października rozpoczyna nowy etap w moim zyciu.Studia! Jestem zachwycona. Życie studenta jest fajniejsze. Podoba mi się bardzo. Poznaje nowych ludzi. Znajduje przyjaciela w koledze z grupy. Jest wspaniały. Ale należy podkreślic że to tylko kolega. Nie szukam chłopaka. Jednak znajduje sie sam. Znowu jestem w związku. Chyba się trochę zachłysnełam. Wszystko dzieje sie tak szybko, za szybko. Jak dla mnie to wszystko ma stanowczo za duże tempo.Nie chce tego stracic więc trwam w tym. W pewnym momencie dochodze do wniosku że to jest to czego chce. To czego mi naprawde potrzeba. Listopad i pierwsze kolokwia. Pierwsze małe sukcesy i porażki na studiach. Przy okazji korepetycji z matematyki poznaje kolege przyjaciółki. Myśle sobie: całkiem miły. Nie wiem jeszcze, że ta calkiem przypadkowa i interesowna znajomośc przerodzi sie w prawdziwe koleżeństwo. Nie nalezy tez zapominac o moich znajomych z liceum. Oni tez są. Już w grudniu ląduje na półmetku mojego liceum. Spotykam wiele znajomych twarzy. Odnawiam znajomości. Jest super. Za pare dni następna impreza. Koniec roku jest bardzo ‘imprezkowy’. Za bardzo. Powoli dochodze do wniosku, że związek w którym jestem to pomyłka. Że nie chcę tego dłużej ciągnąć. Myślę sobie, że znowu kogoś skrzywdze. Life is brutal mówi mi przyjaciółka kiedy pytam się jej o rade. Lepiej szybciej to skończyć niż ciągnąć dalej, wtedy będzie jeszcze bardziej bolało. Tak tez robie. To juz koniec. Kończe rok świezo skończonym związkiem. Pozostają przyjaciele, znajomi, koledzy i koleżanki. I nadzieja na lepsze jutro.
Sylwester juz jutro. Oby ten nowy 2006 byl lepszy od starego 2005. Ten przyniósł zdecydowanie za dużo łez i rozczarowań…







