Dec 30 2005

Podsumowanie

I nawet nie wiem kiedy minął mi ten 2005 rok. Niewątpliwie zdarzyło się wiele rzeczy, które odegrały i zapewne jeszcze odegrają ogromną role w moim życiu.

Zaczęło się pięknie. Zeszłoroczny sylwester moge zaliczyć napewno do jednych z lepszych w moim zyciu. Znajomi, Kochany chłopak, muzyka, super atmosfera- niczego mi wtedy nie trzeba było więcej. Myślałam sobie, że tak mogłoby byc juz zawsze. Styczeń przyniósł jeszcze wiele emocji. Coś co zapadnie na zawsze w pamięć. Studniówka- piękne sukienki, klasa, styl. I On, wciąż On, ten najważniejszy w moim zyciu, jedyny. Po styczniu przyszedł luty wraz z feriami zimowymi, walentykami, które nie były takie jakie bym chciała. Bo walentynki to w gruncie rzeczy beznadziejnie głupi dzień. Gdzieś na początku ferii zimowych pojawił się też Ktos, kto sprawiał wrażenie zakochanego. Zakochanego we mnie. Nie wiadomo jak a juz byl marzec. A ten ktoś wciąż byl, zapraszał mnie na koncerty, nagrywal mi plyty, kupował kwiaty. Lecz ja tak naprawde byłam zakochana w kim innym. Dziś żałuje, że nie dałam mu szansy. Bo z tego mogłoby wyjśc cos naprawde pieknego. Czas mijał niepostrzeżenie, a we mnie wciąz wizja zbliżających sie matur. Najpiew ustne i w ten sposób juz mamy kwiecień. Całkiem nieźle. Wyszłam obronna ręką. Jeszcze Twoje bierzmowanie, więc szukam prezentu dla Ciebie. W rece przez przypadek wpadła mi książka, która kiedys czytałam i która bardzo mi się podobała. Tak, to będzie najlepszy prezent dla Ciebie. Dni uciekały szybko, ja się uczyłam, On podtrzymywal mnie na duchu, wierzył we mnie. Wiedziałam że muszę być silna, wiedziałam, że musze dac radę. Dałam, matury minęły, czułam, że bedzie dobrze, że zdałam. Zbliżały sie wakacje, tak bardzo pragnełam Jego bliskości. Lecz On tak naprawde nie chciał nigdzie ze mną wyjechac. Powoli przestawał mnie kochać. Pojawiają się inne. Propozycja wyjazdu w góry i nasz związek legnie w gruzach, Doszczętnie. Poczatek lipca to koniec. Nie chce w to wierzyć. Taka wielka miłość i taki banalny koniec? Próbuje to uratować. Juz mi się wydaje że sie udało. Wakacje mijają szybko. W samotności. Nie jest mi dobrze. Tęsknie. A kiedy zbliża się koniec sierpnia i mam nadzieje, że teraz znowu będziemy mogli być razem, po krótkim czasie okazuje się że to tylko moje wydawanie mi się. To juz definitywny koniec. Choc ja wiem, że Cię kocham. Że nigdy nie przestanę Cie kochać. Poczatek października rozpoczyna nowy etap w moim zyciu.Studia! Jestem zachwycona. Życie studenta jest fajniejsze. Podoba mi się bardzo. Poznaje nowych ludzi. Znajduje przyjaciela w koledze z grupy. Jest wspaniały. Ale należy podkreślic że to tylko kolega. Nie szukam chłopaka. Jednak znajduje sie sam. Znowu jestem w związku. Chyba się trochę zachłysnełam. Wszystko dzieje sie tak szybko, za szybko. Jak dla mnie to wszystko ma stanowczo za duże tempo.Nie chce tego stracic więc trwam w tym. W pewnym momencie dochodze do wniosku że to jest to czego chce. To czego mi naprawde potrzeba. Listopad i pierwsze kolokwia. Pierwsze małe sukcesy i porażki na studiach. Przy okazji korepetycji z matematyki poznaje kolege przyjaciółki. Myśle sobie: całkiem miły. Nie wiem jeszcze, że ta calkiem przypadkowa i interesowna znajomośc przerodzi sie w prawdziwe koleżeństwo. Nie nalezy tez zapominac o moich znajomych z liceum. Oni tez są. Już w grudniu ląduje na półmetku mojego liceum. Spotykam wiele znajomych twarzy. Odnawiam znajomości. Jest super. Za pare dni następna impreza. Koniec roku jest bardzo ‘imprezkowy’. Za bardzo. Powoli dochodze do wniosku, że związek w którym jestem to pomyłka. Że nie chcę tego dłużej ciągnąć. Myślę sobie, że znowu kogoś skrzywdze. Life is brutal mówi mi przyjaciółka kiedy pytam się jej o rade. Lepiej szybciej to skończyć niż ciągnąć dalej, wtedy będzie jeszcze bardziej bolało. Tak tez robie. To juz koniec. Kończe rok świezo skończonym związkiem. Pozostają przyjaciele, znajomi, koledzy i koleżanki. I nadzieja na lepsze jutro.

Sylwester juz jutro. Oby ten nowy 2006 byl lepszy od starego 2005. Ten przyniósł zdecydowanie za dużo łez i rozczarowań…

 


Dec 28 2005

Bo chcę, ale nie chcę.

Bo tym razem to się nie uda. Ja to już wiem, choc tak naprawdę jeszcze nic się nie stało. Bo tym razem to się nie uda. Ja to już wiem, choć Ty jeszcze może masz nadzieje, że jednak… Może myślisz, że jednak… A jednak nie… Ja już wiem, że nie. To przykre, bo nie daje najmniejszej szansy. Bo zatrzaskuje drzwi, uciekając przed tym co mogłoby być piękne, przed tym co mogłoby dać mi prawdziwe szczęście. Mogłoby… Ale nigdzie nie jest powiedziane że tak właśnie musiałoby być. Znając mnie, nie stałoby się tak. Koniec byłby taki jak zawsze. Jakże spektakularny. Pełen łez, wyrzutów, niedomówień. Po co? Pytam po raz setny? Po nic. To nie jest już nikomu z nas potrzebne.

Jestem zimną suką. Bywa. Kobieta fatalna? Może… Zapewnienia na prawidłowość odpowiedzi nigdy nie będzie. Tu nie ma wzoru, aby wybrnąć na pięć z plusem z tej sytuacji. Zawsze tak jest. Zawsze sie w coś wpakuje z czego potem nie umiem się wyplątać przy okazji nie krzywdząc innych… Zawsze jest, że ten nieoczekiwany obrót spraw zwala mnie z nóg.

A zresztą… Wiem, że kłamiesz… Wiem, że probujesz mi wmówić, że czarne jest białe. Robie wszystko żeby nie uwierzyć. Bronie się. To trudne, wiesz? To jest naprawde cholerne trudne. Szczególnie że naprawde chciałoby się uwierzyć. Lecz nie tym razem… Jakieś takie dwie skrajności we mnie. Jedna wyrywa się do przodu. Chce!  To ona wciąż powtarza, ze monotonia nie jest fajna. To ona Ciebie pragnie i pożąda. Ale to tylko połowa mnie. A druga już się zatrzymała. Ona wie że to bez sensu. Ona wie, że to nie ma żadnej przyszłości. Bo ona wie, że Ona ma racje, że wtedy zrobiła jak zrobiła. Bo ona wie, że jest ta rozsądniejszą, rozważniejszą, poważniejszą, dojrzalszą. A ja? A ja wiem, że powinnam się słuchac ten drugiej jej. Tylko czasami w chwili słabości, upojenia się powietrzem dopuszczam to glosu tą napaloną i zdemoralizowaną mnie.

I jeszcze gdzieś Oni. Znaczący dla mnie tyle co nic. Właściwie to racja. Właściwie to tylko gra.

A ja mała, niewinna, bezbronna gubię się w tym wszystkim. I myślę sobie… Ja pier****, znowu dałam się wykorzystać… I znowu obiecuje sobie, że to był ostatni raz…


Dec 26 2005

Przygotowania, wigilia, prezenty, pasterka, pyszne jedzonko i błogie lenistwo - czyli święta, święta i po świętach.

I powoli dobiega końca drugi dzień moich ulubionych świąt :) Było tyle przygotowań- sprzątanie, gotowanie, zakupy, prezenty, a te dni uciekły jak między palcami… Nawet nie wiem kiedy.

A wszystko zaczęło się od wigilii. Podobnej do tych zeszłorocznych, ale jakże innej… Lepszej. Prezenty :) (moja ulubiona część programu), a potem wybralismy się na pasterkę. Kolędy! Szkoda tylko, że nie było śniegu- było by jeszcze bardziej świątecznie. Za to pogoda była prawie wiosenna - i nawet czapka nie była mi potrzebna…

Pierwszy dzień świąt był typowym leniwym dniem w moim wykonaniu. Jadłam, jadłam i oglądałam te same - jak co roku, programy w telewizji. Odwiedziny :) Bardzo miłe odwiedziny :)

***

Głupio mi teraz. Nie wiem właściwie już nic. Mam wrażenie jakbym popsuła Ci święta. Na nic tu moje przeprosiny. Ja wiem dlaczego tak się stało. Ty? Ty nigdy się nie dowiesz. Przepraszam.

Wniosek z tego jeden. Nie jestem dobra kobietą. Powinnam byc sama. Aby już nikogo nie krzywdzić. Ja się po prostu, najzwyczajniej, najnormalniej do tego nie nadaje.

Sytuacja z drugiej strony wyglada podobnie. Też właściwie nie wiadomo o co chodzi. Chyba za dużo wiem, żeby mogło byc dobrze. Bo to chyba nie jest tym na co wygląda(ło).

A pan?  ‘Kochałam pana kiedyś, teraz pana nie pamiętam.’


Dec 23 2005

Odwieczne prawo przemijania…

                                                  ‘Coś się kończy, żeby coś innego mogło się zacząć…’

***

Tym razem skończyło się, bo tak po prostu było lepiej dla mnie. Wiem, że to boli. Ciebie bardziej! Ale nie odbieram tego jako krzywdę, którą niby właśnie wyrządzam komuś, kto mówi, że mnie kocha. Przyjaciel uświadomił mi, że to nie jest krzywda. Byłam szczera… Powiedziałam prawdę - jak było, bez upiększania, bez ubawriania, bez usprawiedliwiania siebie samej… Nawet jeśli nie rozumiesz, musisz się z tym pogodzić. Przykro mi, naprawde mi przykro. Ale tak będzie lepiej.

No i skończyło się? Czy się zacznie? Wątpię, szczerze wątpie. Po co? Żeby znowu kogos skrzywdzić? Ja naprawde powinnam być sama!

Wczorajszy wieczór i jego nieoczekiwany obrót wydarzeń. On twierdzi, że to zaplanował. Może powinien zostać jakimś strategiem? :] Padło wiele szczerych(?) i w gruncie rzeczy miłych słów. Ale nie wierze. Trudno uwierzyć. Nie w takiej sytuacji, nie w takich okolicznościach… Dystans. To to czego nauczyłam się przez ostatnie parę mięsięcy. I na nic się nie umawiałam i nie składałam żadnych obietnic. Luz. To to czego powinni nauczyć się ludzie. Bo chyba zbyt poważnie podchodzimy do tego wszystkiego. Po co ten płacz? Te nieporozumienia? Wyrzuty, niejasności, pretensje i łzy? Po co płakać że coś się skończyło? Nie lepiej się cieszyc że w ogóle miało szanse zaistnieć? Dziwne. Nie żałuje tego co się stało. Stało się, bo pewnie miało sie stać. Bo może faktyczniej On to zaplanował, albo takie było przeznaczenie ( nie wierze w przeznaczenie :P) albo to był najzwyklejszy przypadek. Nie jesteś mi nic winien, niczego nie oczekuje. Niech dzieje się samo…

Przyjaźń? Coraz bardziej ją doceniam. I bynajmniej nie dlatego, że wieczorami nie muszę siedzieć sama w domu. Ty wiesz za co! 

***

Przecież zycie jest takie krótkie. W uszach często mi brzmią słowa koleżanki - ‘Nie czekaj, tylko doświadczaj!’ Myślałam ostatnio o śmierci. Nie o jakiś filozoficznych rozważaniach, wierszach, sensie śmierci itd. Ale o tym, że jest. Że kiedys stanie się tak, że ja zniknę. Że już mnie nie będzie. Zaczęłam się bać. Naprawdę zaczęłam się bać!


Dec 20 2005

Cold…

Na dworze zimno i mokro… A ja znowu mam przemoczone skarpetki:/ Nie znoszę zimy… Najchętniej nie wychodziłabym z domu w taką pogodę, albo zapadła w zimowy sen. Ale niestety nie mogę tak zrobić :/ Więc ubieram się jak tylko mogę najcieplej, otulam sie szalikiem, wkładam czapkę i rękawiczki i ruszam przed siebie…

Głęboki oddech… Jeszcze się nie udusiłam. Jeszcze żyję. Kilka zwykłych ale jakże przyjemnych akcentów życia codziennego wprowadzają mnie w bardzo dobry humor. Rozmowa z kolegą pozwala coś zrozumieć. Problem tylko po części tkwi we mnie. Słyszę: ‘Nic na siłę’. Wiem, że masz racje. Jeszcze tylko przegrałam z Nim w Darta :)

Czemu jest tak że mam więcej kolegów niż koleżanek? Szczerze mówiąc nie mam zielonego pojęcia. Choć muszę przyznać, że każda z tych znajomości wiele mi daje :) A najwięcej to chyba sms-ów :)

Nie cierpie użalających się nad sobą ludzi… Ona wiecznie płacze, że jest jej źle, że jest jej smutno, że nikt jej nie kocha, że jest samotna. Może to okrutne, ale wcale nie jest mi z tego powodu przykro. Zadaje sobie pytanie tylko… Czemu niektóre kobiety są tak beznadziejnie głupie, infantylne i naiwne?

A ja? Ja może naiwna tez jestem… Bo wciąż gdzies wierze. Choć może nie powinnam… Gdzieś się zgubiłam… Ale obiecałam sobie wziąć się w garść. Biorę się w garść! Dla siebie samej! Myślę dużo nad tym wszystkich… Nie wiem czy to się układa w jedną całość, ale jakoś lżej chyba…

W gruncie rzeczy tak mi dobrze jest…


Dec 19 2005

Przemyślenia, wyznania, łzy i zaskakujące spotkanie…

Bo ja gubię się w tym wszystkim proszę pana… Bo ja już siły nie mam do samej siebie. Bo najchetniej to bym wyszła z siebie i stanęła obok. Bo ja sama do końca nie wiem o co mi chodzi. I im bardziej nie wiem tym jest mi coraz trudniej. Próbuję to wytłumaczyc, opisac, nazwać słowami. Ty nie rozumiesz. Nie dziwię się. Też bym pewnie nie zrozumiała na Twoim miejscu. Potrzebuję oddychać. A nie potrafię. Czuje jakby ktos narzucał mi swój tok myslenia pomimo moich sprzeciwów. Rozmowy? Nic nie dają. A ze mną jest coraz gorzej. Wyznanie. Łzy płyna mi po policzkach. Nie chcę. Ale wiem, że tak bedzie lepiej. Lepiej dla mnie. Chyba najwyższa pora zacząć myśleć tez o sobie. Ale chyba nie do końca wszystko jest jasne. Nigdy nie będzie… Im bardziej na mnie naciskacie, tym bardziej uciekam, tym bardziej się odsuwam. Teraz juz wiem gdzie tkwił wtedy mój błąd. Nauczyłam sie niesamowicie wiele przez ostatnie pół roku. I wniosek jest jeden… Z samotnością mi do twarzy.

Kiedy wracam późnym wieczorem do domu nie rozglądam się dookoła siebie. Nie dostrzegam mijających mnie ludzi. Zamykam się w sobie. Myślami jestem gdzieś indziej. Czy wszystko mu powiedziełam? Czy zrozumiał? Nagle słyszę głośne ‘cześć Kinga’. Podnoszę głowę. To Ty? Nie udało mi się ukryc zdziwienia na twarzy. Szybko pada propozycja. Spacer? Chyba nie mam wyjścia. I choć krótki (bo zimno) poprawia mi humor. Rozmowy o wszystkim i o niczym są naprawde super. Chodniki są bardzo śliskie, niebo bezchmurne, na czoło spadają mi płatki śniegu. Myślę sobie że jest nawet romantycznie. Tylko że to nie ten.

Przemarzłam strasznie. jeszcze tylko ciepła herbata i do łóżka lulu. Lecz nie tak szybko… Nie mogę zasnąć. Choc bym tak bardzo chciała. Zasnąć i nie myśleć o niczym. Ale ja nie potrafie nie myśleć. Zbyt wiele myśli jak na moją małą głowę. I tylko przyjaciółka stara się jak może żeby wyrwać mnie z tego labiryntu własnych myśli. Dzisiejszy dzień jak najbardziej pozytywny. I prezent mamie kupiłam na Gwiazdkę…

Lecz znów za wiele myśli w mojej małej głowie. Uderzam głową o ścianę. Jestem bezsilna. Nie wiem co robić… I jeszcze Ty. Boję się tych Twoich pretensji…


Dec 17 2005

P.I.M.P. Party!

To była naprawdę dobra impreza. Przypomniały mi się stare, dobre, licealne czasy. Wtedy wszystko było jakieś inne… Miło było spotkac się z dawno niewidzianymi znajomymi i porozmawiać o tym co słychać w wielkim świecie ;] I choć wieczór zapowiadał się calkiem inaczej, bo plany były zupełnie inne, to warto było wpaść na tę jakże stylową imprezę i zobaczyć jak bawią się dzieci z 2 klasy liceum… Na mej twarzy pojawiał się tylko szelmowski uśmieszek. Widoki, były bardzo interesujące :) I jakaś taka melancholia mnie ogarnęła :)

Nie zabrakło tez jego… I choć idąc tam liczyłam się ze spotkaniem to myślałam że to wszystko jakos inaczej będzie. I tym razem się zawiodłam… Choć nie zdziwiłam się. Z czystego wyrachowania, biorąc z niego przykład udawałam… A co w środku? W gruncie rzeczy to bardzo cieszę się z tego spotkania. Uświadomiło mi wiele… Pozwoliło dostrzec…  Prawdę…

Szybka podróż do domu i już leżę w łóżku… Jeszcze Ktoś kto gdzieś tam czeka…

_________________________________________

Myślę… Wnioski… Wciąż myślę… Brak wniosków… Dalej myślę… Dąże do osiągniecia celu… Myślę… Gdzie on jest…? I dalej myślę…

Monotonia nie jest fajna…
Potrzebuje zastrzyku energi!
Szczypty ryzyka!
Kropli niepewności!

Chcę się bawić!
Tańczyć!
Śpiewać!
Śmiać się!

I brać z życia całymi garściami!

Chyba muszę oderwać się od tego wszystkiego. Uciec gdzieś… Zostać na chwilę sama. Poukładać sobie wszystko w głowie. Przemyśleć… Pogodzić się ze sobą… I dopiero wtedy będzie ten czas…


Dec 12 2005

My ‘new hair style’ ;]

Po kilku tygodniach zwlekania i odkładania (z różnych przyczyn) dziś w końcu wybrałam się do ‘my hairdresser’ aby zrobic sobie ‘porządek’ na głowie. Efekt? No mi się podoba, mama twierdzi, że nic nie widać, a co powiedzą inni -okaże się jutro…  Na poprawienie nastroju nabyłam jeszcze szalik i w dobrym nastroju powróciłam do domu.

Do domu gdzie czekała na mnie ‘ukochana’ fizyka. Ehhh… Gdyby mi się tak chciało jak mi się nie chce… Byłoby cudownie… Jednak nie ma co się oszukiwać. I choć te wszystkie szczerzące sie do mnie skrypty, notatki i zadania działają na mnie odrzucajo to jest to jednak siła wyższa. Zmuszam się, zmuszam się, zmuszam się… i zmusić się nie mogę.

.:. .:. .:.

Coraz bliżej i bliżej i bliżej i coraz dalej dalej i dalej… Wszystko zależy od punktu widzenia i rozumienia. Wszystko zależy od interpretacji tego co mówie i jak ktoś to zrozumie.

‘Egzystencja’ - trudne słowo. Zapisz! Właściwie to wolę ‘demoralizacja’ - choć nie wiem czemu… Kwestia wiary tez ma tu duże znaczenie. Kiedy myślę sobie o tych wszystkich ‘katolikach’ od siedmiu boleści, którzy chodzą co niedzielę do kościoła, a w poniedziałek biją żone bo ‘zupa była za słona’ - ehhh… dobrze wiesz, że chętnie podałabym tu inny przykład. Uderzysz mnie? Proszę… Ręce trzymam w kieszeni, nie mam się jak bronić. Nadstawię Ci drugi policzek…

.:. .:. .:.

Czasami coś mnie drażni… Słowa, które wypowiadasz zmuszają mnie do myślenia. Więc licz się ze słowami, dobieraj je starannie- bo ja niestety łapię za słówka. 

.:. .:. .:.

Supergirls don’t cry…    Supergirls can’t cry…   I’m not supergirl!


Dec 8 2005

The Butterfly Effect | Powalona na łopatki!

Kilka ostatnich dni wyprowadziło mnie z mojego spokojnego stanu. Wkradł się jakiś niepokój, zwątpienie, zmartwienia, kilka łez i… choroba. I choć niegroźna, bo to jakies liche przeziębienie to jednak potrafi mi utrudnić życie. Gdzie się nie pojawie, muszą towarzyszyc mi chusteczki. Dobrze, że mam jeszcze własnego lekarza, który robi mi ciepłą hebratkę, przykrywa kocem gdy zimno i wynajduje jakies dziwne speyfiki, które o dziwo trochę pomagają…  Skarpetki swoje zostawiłam u Ciebie :)

Tym razem popełniłam błąd… I nie wiem po co to zrobiłam… Wywołało to nieoczekiwaną reakcję… Chyba nie do końca rozumiem… Nie dajesz takiej możliwości… A szkoda, bo chciałabym zrozumieć… Może wtedy byłoby mi lżej i miałabym o Tobie lepsze zdanie? Choć to chyba już niepotrzebne żadnemu z nas… Najgorszy jest tylko fakt, że żałuje…

______________________________

“The Butterfly Effect” - robi wrażenie i to ogromne. Po kilku nieudanych podejściach w końcu obejrzałam. A teraz dodaje do ’ulubionych’. Polecam! Jeszcze się zastanawiam, analizuje w głowie, coś nie do końca jasne? Jakieś takie dziwne odczucia w sobie mam. Nie wiem…

______________________________

Parę minut po 18. Jeszcze pare miesięcy o tej porze było cieplutko i miło, dziś zimno, mokro i w dodatku ciemno. Wracam moją ukochaną linią autobusową do domu… Patrzę przez okno, w uszach jakis najnowszy hit radiowy, mijam moje liceum - łezka w oku, to były cudowne 3 lata. Jadę dalej… Przyglądam sie tym smiesznym ludziom w autobusie… Tej laleczce na podłamanych szpilkach i jej wspaniałemu chłopakowi, któremu nadmiar żelu kruszy się z włosów, tej starszej narzekającej pani, której na szczęście nie słysze, grupie gorących 15-latek, wypindrzonych i pachnących ‘Dolmelem’ i myślę sobie jakie mam szczęście: że mnie to nie dotyczy! I że to nie jest mój świat… Bo w moim świecie jest lepiej…


Dec 5 2005

I tylko jedna łza…

Zatrzel mnie! Zabij mnie! Albo uduś… albo utop… albo najlepiej pozwól mi umrzeć z głodu.

Bez sensu… bez sensu… bez sensu…

Jedyne co mi się nasuwa na myśl to pytanie: “znowu się zaczyna?”

I chciałam sobie to wszystko przemyśleć, poukładać, ochłonąć. Bo tak chyba jest lepiej. Żeby nie mowić w nerwach, żeby nie powiedzieć czego można by potem żałować. Bo chyba zbyt wiele nieprzemyślanych słów powiedziałam w swoim życiu… Ale tym razem znowu się nie dało. Nie znosze jak ktoś (ktokolwiek) na mnie naciska. A to na nieszczeście dla niego powoduje efekt odwrotny, bo ja jeszcze bardziej sie oddalam.

Jestem zdecydowanie ‘zbyt’

Może za poważnie do tego podchodze. A może choc chcę i staram się, wcale nie jestem dobrym człowiekiem. Ponoć tyle jest w nas zła ile widzą go inni…

A może za dużo wymagam… Może za dużo chcę… Może za wiele potrzebuję… Może…

___________________________________

Wspomnienia…

Chciałabym zapomnieć…

Urodzić się na nowo… I byc taką czystą, nieskażoną, bez żadnego urazu na psychice…

Nie jestem idealna. Choć chciałabym być. Tylko co mogłabym zrobić? Chyba już za późno. Żadna cudzołożnica nie zostanie zakonnicą…

_______________________________________

i tylko jedna łza spłynęła po policzku…                                  bo świat jest podły!

                                                                                                       bo jestem bezsilna….