
Płacząc zasnęłam. Nawet nie wiem kiedy. Przeszywał mnie okropny ból. Zarówno ten fizyczny, jak i ten bardziej emocjonalny. Urodziła się we mnie świadomość. I podjęłam decyzję… I trwałam w niej przez cały następny dzień. Lecz gdy spojrzałam w te oczy zmiękłam nagle. I dałam nam jeszcze jedną szansę. Ostatnią. Bo nastepnej nigdy nie będzie…
Mam nieodparte uczucie jakby mnie dwie było. I jedna zupełnie inna od tej drugiej. Stoją naprzeciw siebie i nie potrafią się porozumieć. Bo ja ta pierwsza, rozważna, poważna, dojrzała, odpowiedzialna, przeciwko ten drugiej mnie, szalonej, zwariowanej i za grosz bez wyobraźni, nie zdającej sobie sprawy z niebezpieczeństwa jakie na mnie czyha… Lecz kiedy one dwie we mnie jednej się kłócą ja nie wiem co robić. I choć niemożliwość podjęcia decyzji co powinnam, a czego nie, jest okropna to i tak wiem co zrobie… Choć nie wiem czy powinnam akurat tak, a nie inaczej…
***
Mam nieodparte odczucie jakby moje życie zamieniło się w tani, krótkometrażowy film o miłości. Scenariusz jest krótki i mało skomplikowany. Powstaje jednak pytanie. Czy zmierzamy do ‘hepi endu’?
***
Mam nieodparte odczucie, że moja wymuszona konsekwentność kiedyś mnie zabije, a szczególne dostrzeganie słabości innych doprowadzi do skrajnej samotności. Że jestem więźniem własnych przemyśleń i założeń. Bo czuję się umysłowo ograniczona przez innych. A chciałabym móc fascynować się wiedzą drugiego i upajać wypowiedzianymi słowami.
Ciągłe dążenie do ideału staje się żmudne. A fakt, że ideałów nie ma… Istna Itaka.
Mam nieodparte odczucie, że żyję w hermetycznym świecie złudzeń i marzeń, które nie zostają wypowiedziane nawet w najskrytszych myślach. Sama wygłuszam wszelkie wewnętrzne niepokoje, aż dochodzi do apogeum i wszystko rozpryskuje się na szklane odłamki stworzonej rzeczywistości.
Bo pragnę wewnętrznego spokoju i ukojenia moralnych potrzeb. Dlatego proszę codziennie byś dał mi coś od siebie. Byś dał mi coś z głębi siebie. Tylko nie słowa.
Tylko że sama z kolei mam nieodparte odczucie, że im bardziej chcę, tym bardziej się boję. Że to wszystko mnie przeraża. I znowu mam nieodparte odczucie, że mimowolnie uciekam przed wszystkim co w jakis sposób zobowiązuje… I nie wiem czy zaliczać takie reakcje moje do normalnych czy do skrajnie chorych…
***
Czasami tylko zastanawiam się czy nie powinnam przenieść tego bloga do grubego zeszytu z różowymi badź niebieskimi karteczkami, zamykanego na kłódkę, zwanego pamiętnikiem…