Jul
24
2006

Oglądam świat przez obiektyw fotograficzny. I jakbym widziałam wszystko w zupełnie innym świetle. I jakbym zobaczyła ‘to’ z drugiej strony. I jakbym dostrzegła ‘coś’, czego inni zobaczyć nie mogą.
***
po pierwsze: ‘Nie pszyszedł Mahomet do góry, to góra przyszła do Mahometa’. Czyli tam i z powrotem. 1006 km. 33 godziny. Wrocław- Kołobrzeg- Wrocław. I tylko z jednego powodu…
po drugie: Tańczymy. Bo wakacje są. I gorąco. I z której strony by nie popatrzyć, to życie jest piękne.
po trzecie: Nie wiem czy tęsknie. Bo nie wiem co to za uczucie dziwne, które mnie przepełnia od środka. Lecz bez wątpienia dziwne.
po czwarte: Czekam. Wciąż. Na coś.
po piąte: Imieniny dziś mam. (pamiętał)
no comments | posted in Uncategorized
Jul
2
2006

Byle do września, powtarzam sobie każdego dnia.
***
Z dnia na dzień coraz bardziej przyzwyczajam się do zaistniałej sytuacji. I w gruncie rzeczy nie jest wcale źle. Bo myślałam, że gorzej będzie i bardziej. I choć troszkę tęsknie. Kilka fotografii pomaga. Kilka dobrych wspomnień mnie otula i już lepiej. Wizja nadchodzących dni podtrzymuje na duchu. I jakoś tak dobrze mi na sercu.
Odrzuciłam wszystkie ciemne myśli. Czarne obrazy i najgorsze wizje wyrzuciłam razem z dziurawymi skarpetkami. ‘Nie ma co się zamartwiać na zapas’. Bo wszystko może być dobrze. A takie myślenie tylko sprowadza na nas to czego się tak bardzo obawiamy. Wiem.
***
Kilka przyjemnych chwil. Kilka dziwnych sytuacji. Jakbym zagubiła się na chwilkę sama w sobie. Jakbym zwątpiła na moment w to co czuję. Jakbym zawahała się czy naprawdę tego chcę i pragnę. Ale to tylko na chwilę. Ostatnie spotkanie w tajemnicy przed całym światem. Bo brakuje mi chyba trochę tego wszystkiego. Bo nie było odpowiedzi na esemesa. Dlaczego?
I dowiedziałam się, że ponoć to wszystko nie jest tak. Więc jak? Zapytałam… Ale odpowiedzi nie było…
***
Słucham: ‘Nikt tak pięknie nie mówił, że się boi miłości’
A moje oczy też się zielenią. Są takie zimne i dziwne. W chorych rozmowach patrzą gdzie indziej. Patrzą tylko gdzie by się schować. Ty w moich ramianach- nieistotny dysonans. Deszcz szczęścia, strzał nad przepaścią. Lecz ja się boję miłości.
no comments | posted in Uncategorized