Sep 28 2006

Cały czas się bałam. A kiedy w końcu przestałam się już bać, stało się to, czego się właśnie tak bałam.

Beznadziejność zaistniałej sytuacji mnie zabija. Bo wiem, że cokolwiek postanowie to będzie to zły wybór. Zagubiłam się pomiędzy tym co było, a tym co jest teraz. Gdyby tylko on mógł wiedzieć ile we mnie, ze mnie płacze.

Stało się to czego się tak bałam. Bezradność i pustka. To jedyne co w tym momencie czuję. Wszystko co do tej pory bylo ważne pękło niczym bańka mydlana. Wszystko co wydawało się tak silne i stabilne rozsypało się niczym domek z kart pod wpływem lekkiego podmuchu. Czas się na chwilę zatrzymał. Tylko nikt po za mna tego nie zauważył.

Wina zawsze leży po środku. I tego należy sie trzymać. Więc uparcie od kilku dni z lupą w jednej ręce, a latarką w drugiej poszukuję swojej. Tylko nie mam kurwa bladego pojęcia gdzie się ona mogła schować.

Otaczam się teraz kilkoma ludźmy, którzy juz dawno dostali stasus prawdziwych przyjaciół. Rozmowa zawsze pomoga, pozwala spojrzeć na niektóre rzeczy z innej perspektywy, zobaczyć coś w innym świetle.


Sep 24 2006

Serce mi pękło.

Boli. I to tak bardzo jak jeszcze nigdy dotąd. W przeciagu ułamka sekundy wszystko co miało jakikolwiek sens straciło go. Jedyne co mi teraz pozostało to te fotografie. Katuję się nimi. A wtedy boli jeszcze bardziej. Wtedy wszystko się przypomina. I czuję się jakby ktoś mi solą ranę posypywał. Serce mi pękło. Na tysiąc kawałków. Stoję się i patrzę na porozrzucane po całym pokoju jego części i nic nie moge zrobić. Bezradnie próbuję czegokolwiek. Lecz ta bezradność mnie zabija. W przeciągu ułamka sekundy wszystko co miało jakikolwiek sens okazało się jednym wielkim stekiem kłamstw. Iluzja, która sama sobie stworzyłam.

Serce mi pękło.

Nie potrafię odnaleźć siebie w tym wszystkim. Dookoła mnie ludzie. Pomocnych dłoni jest kilka, lecz ja wiem, że muszę sama. Poskładać się.

Serce mi pękło.

Płaczę. Choć płacz niczego nie załatwi. W niczym nie pomoże.

Serce mi pękło. I nie mam zielonego pojęcia co z tym zrobić. Krew cieknie mi po rękach. A ja czuję się coraz słabiej. Chyba zaraz zemdleje…

Masz racje… W takich sytuacjach najgorsza jest panika.


Sep 2 2006

Czas na relaks.

Wyjechałam. Tam, daleko. Bo tam mnie jeszcze nie było.

Czas na wakacyjną przerwę.

***

Nadzieją żyję, że w końcu się wszystko ustabilizuje.