Stek bzdur.
Jeden duży krok za mną. A teraz 3 tygodnie wolnego. I zima zimna i mroźna i śnieżna.
* * *
Jest tak jakbym żyła w świecie złudzeń, marzeń, może nawet snów. Mam wrażenie jakby wszystko czego on dotknie, myslami, słowami i ostatecznie dotykiem jest w swoisty sposob skażone. Nim. I nie potrafię sie od żadnej z tych rzeczy uwolnić. Jakby uzależniła się w sposób specyficzny. Taki nie do końca a jednak bardzo.
Często wracam do przeszłości, choć doskonale wiem, że to co za mną nie ma juz najmniejszego znaczenia. A jednak nie umniem do końca się od tego oderać, zapomnieć, zostawić i się nie ogladać. Zbyt dużo porównań, zbyt dużo wspomnień. To co było wtedy lepsze i wiem o tym i też, że nigdy już nie wróci, sprawia, że łzy napływaja do oczu. Ale nie pozwalam im wypłynąć, zatrzymuje, by nie spłynęły po policzkach. Tłumie to w sobie jak tylko mogę. Co nie oznacza, że nie płaczę. Bo dość często ostatnio, z powodów kilku.
Nie umiem mówić o tym co czuję. Co mnie boli. Nawet kiedy pyta nie potrafię. I choć chcę, to nie umiem. Siedzi to gdzieś i nie chce wyjść, choc ja chcę się tego pozbyć. I nie umiem nazwać uczucia, które mnie wtedy przepełnia. Jakby ogromny strach…
