Nov 30 2007

Pękło.

Przypominam sobie najwspalniajsze chwile. Chcę zachować w pamięci tylko te dobre, złych pamiętać nie chcę. To był wyjątkowy czas dla mnie.

Ale…?

Coś pękło, coś straciło na znaczeniu.


Nov 6 2007

Nic.

Jakby słowa, które wypowiada nie były Jego. I jakby usta którymi to mówi, też nie należały do niego.

Pustka, pustka i jeszcze raz Nic.
Bo kocham, tylko czy to jeszcze w ogóle ma znaczenie?
Nic już nie ma znaczenia?

Przygotowana na najgorsze, modlę się, żeby nie było za późno.
A w środku coś pęka…


Nov 4 2007

Heartbeats.

Cała sytuacja, która właściwie sama się zrobiła wokół mnie, bez większego mojego w to wkładu, wprowadza mnie w stan totalnego zdezorientowania i wywołuje we mnie ogromny strach. Strach przed tym co się stanie jutro lub pojutrze. A wiem, że to właśnie wtedy się stanie. Jestem jak bezradne dziecko, które właściwie nie ma najmniejszego wpływu na to co się wokół niego dzieje. Ta bezradność zabija mnie od środka. Bo najważniejsze rzeczy w moim życiu decydują same o sobie, a ja nie mogę nic zrobić. Bo nie mam pojęcia co zrobić bym mogła lub co zrobić powinnam. Miłość jest darem ogromnym, lecz czasami wydaje mi się, że szczególnie ta nieodwzajemniona jest jakąś karą. Za grzechy? Żyjemy wszyscy na opak w tym śmiesznym układzie, który doprowadza mnie chwilami do szału. Bo jakiekolwiek zachowania, próby, wartości zostają ignorowane? Niedoceniane? Niezauważone?

My? Choć od dni kilku co minutę i czterdzieści osiem sekund stawiam sobie pytanie czy mogę (powinnam?) używać tego słowa. Mam dziwne wrażenie jakbyśmy gdzieś znikli i pozostałam tylko ja. A Ty jakby gdzieś zupełnie indziej. Wszystko jest jakieś inne, zimne, bezpłciowe.
Nic na siłę. Tłumaczę sobie, że tak się czasami zdarza. Widocznie ten ogień, który widziałam w Twoich oczach za każdym razem kiedy na mnie patrzyłeś już się wypalił. Może sama go zgasiłam?        

…A jednak…

…wciąż nie mogę uwierzyć, że tak mało dla Ciebie znaczę.